Troszkę wstałam dziś lewą nogę bo tak naprawdę nie wypoczęłam dobrze po tańcach latynowski i nie chciało mi sie wstawać z łóżeczka. Ale umówiłam się z moją sąsiadką Anetą, że wybierzemy sie razem do polskiego kościoła do Arnhem. Całą prawie godzinę szukałam biletu na autobus, który gdzieś mi się zapodział... na szczęście nie był mi potrzebny bo pojechałyśmy Oplem Zafirą :D.
Koleżanka Anetka wpadła do mnie z samego rana z życzeniami i pysznymi stroopwafels (wafelki z karmelem w środku), które holendrzy podobno uwielbiają. Po kościółku, aby podnieś troszeczkę ciśnienie, umówiłyśmy się na kaffkę, a potem zabrałam sie do przyrządzenia obiadku!!
Moje mrożonki nie wyglądały zbyt apetyczne, ale od czegoś trzeba zacząć. :P Razem ze mną w kuchni przebywał Saoul (czy jak mu tam), bardzo sympatyczny murzyn, który próbował się dodzwonić do Afryki, ale niestety pogoda nie sprzyjała dobrej łączności to też słyszałam tylko: Halo Halo. Nie wiem co Saoul-owi się nie spodobało w moim gotowaniu- powiedział, że chciał się zapytać jak się robić gulasz, ale po tym jak obserwował mnie uznał, że chyba się nie dowie. Sorry!! Ale odgrzewać mrożonki to chyba potrafię :P więc nie wiem co mu nie pasowało :P
CZY WYGLĄDA TAK TRAGICZNIE? :(( ==>
Przysmażając te moje warzywka zadzwonił do drzwi. Okazało się, że to kolega Kamilek(z tańców latynoamerykańskich) się przeprowadza i nie ma gdzie wrzucić swoich mrożonek ;) więc grzecznie spytał czy może u mnie znajdzie się troszkę wolnego miejsca w zamrażalniku.
W międzyczasie porozmawiałam z Mr Leszkiem na skype i braćmi, dostałam new-sa, że moja Madzia już sprawdza bilety aby mnie odwiedzić więc bardzo się ucieszyłam z tego powodu.
Wieczorem umówiłam się z dziewczynami w centrum. Mimo, że fatalna pogoda: mży, wieje, pada, wieje, mży,pada i tak cały czas prawie, to holendrom to w ogóle nie przeszkadza- nam też! W jedną stronę podrzucił nas Kamil swoim autkiem ale z powrotem musiałyśmy już iść piechotką. Wpadliśmy do jakiegoś małego pub-u, gdzie zamówiliśmy 3 różne piffka bo tego nie można nazwać inaczej - 0,25 cl, aż mi się w główce zakręciło od tych%. Z centrum wracałyśmy ok 20 min z zegarkiem na ręku. W piątek będę miała już rowerek, także czas powrotu zmniejszy się min dwukrotnie ;)
eCH... czas się kłaść do łóżeczka bo jutro rozpoczynają się moje pierwsze zajęcia... Im afraid !! ;)
Jak widać rozkręciłam się troszkę i po dwóch dniach pobytu tutaj czuję się jak u siebie :P
Do usłyszenia!!
ps1: dziś niestety bez fotek bo zapomniałam aparatu!!
ps2: na drugie piętro podobno wprowadził sie jakiś fajny przystojniak- chyba Polak :D
ps3: ok. 20% moich znajomych ziomków pamiętało o urodzinach!! Jestem z Was DUMNA z !! :) ziomale


