Długą i męczącą drogę z Warszawy do Wageningen pokonaliśmy w 15 h. Nie było tragicznie bo w pociągowych "kuszetkach" można naprawdę wypocząć pod warunkiem, że ktoś może zasnąć ;) Z Warszawy do Arnhem a potem znowu pociągiem i autobusem... i w końcu dotarliśmy. Cali i zdrowi. W międzyczasie zdążyłam się już zapoznać z 3 dziewczynami z Polski, które wraz ze mną rozpoczęły swoją przygodę w Holandii.
Całe szczęście, że autobus zatrzymał się 200 kroków od mojego akademika- Dijkgraaf 11 piętro, bo nie musiałam taszczyć mojej ogromnej walichy, którą nawet mężczyźni ledwo podnosili :D. W akademiku są trzy windy - fakt, holendrzy wiedzą jak sobie dogodzić.Szczerze mówiąc nie zapamiętałam dokładnego adresu a co lepsze nawet go nie zapisałam :P- CAŁA JA.
Już na wstępie poznałam pół korytarza osób. Większość z nich to holendrzy, ale... nie może przecież zabraknąć osób z Polski!!- jak się okazało moja sąsiadka zza ściany jest również z SGGW i robi tutaj studia podyplomowe...
Mój pokój w moim klimacie. :) Piękny widok z mojego okna.
(na 1/2 Wageningen) :)
Już mi się nie chce... :P see ya!!

super blog...
OdpowiedzUsuńbardzo mi sie podoba
i czekam na nastepna wiadomosc
Hej!
OdpowiedzUsuńAsia pisz dalej.
Zapraszam na mojego bloga: erasmusbruksela.blog.pl
pozdrawiam,
Artur